Pierwsza wizyta u fizjoterapeuty może budzić pewien niepokój, zwłaszcza jeśli nie do końca wiemy, czego się spodziewać. Czy będzie bolało? Czy trzeba się rozebrać? I co, jeśli okaże się, że problem, z którym przyszliśmy, wcale nie jest taki poważny? Spokojnie. To nie egzamin ani sprawdzian z wytrzymałości. Fizjoterapeuta to nie trener personalny, który od razu każe nam robić dziki trening, ale specjalista od ruchu i zdrowia, który chce nam pomóc, a nie dokładać kolejnych powodów do stresu.
Na początek będzie rozmowa. Tak, zanim ktokolwiek zacznie ugniatać, rozciągać czy testować zakres ruchu w stawach, trzeba się poznać. Fizjoterapeuta zapyta o powód wizyty, dopyta o szczegóły bólu lub dyskomfortu i przy okazji przeprowadzi mały wywiad zdrowotny – czy mieliśmy kontuzje, operacje, choroby przewlekłe. Nie chodzi tu o wścibstwo, ale o znalezienie najlepszego sposobu na rozwiązanie problemu. Czasem bolące kolano wcale nie oznacza, że to kolano jest winowajcą – może to problem z biodrem, stopą albo nawet sposobem, w jaki chodzimy.
Potem czas na badanie. Trzeba się schylić, skręcić, podnieść ręce, a czasem nawet przejść się po gabinecie. To moment, w którym specjalista analizuje nasze nawyki ruchowe, sprawdza napięcie mięśni i patrzy, czy gdzieś nie pojawiają się asymetrie.
A potem zaczyna się to, na co wszyscy czekają – terapia. I tutaj scenariuszy jest mnóstwo, bo wszystko zależy od problemu. Może być masaż, który bardziej przypomina głębokie ugniatanie niż relaksacyjne głaskanie, może być terapia manualna, gdzie terapeuta będzie mobilizował stawy i uwalniał spięte struktury, a może być też zestaw ćwiczeń, które na pierwszy rzut oka wyglądają banalnie, ale w praktyce potrafią dać w kość. Nie warto się zniechęcać – nawet jeśli fizjoterapeuta każe po prostu stać na jednej nodze albo przesuwać stopę o kilka centymetrów, to ma to swój cel.
Na koniec dostaniemy wskazówki. To może być lista ćwiczeń do domu, rady dotyczące postawy, a czasem wręcz proste zmiany w codziennych nawykach – inaczej siedzieć przy biurku, mniej patrzeć w telefon z opuszczoną głową, inaczej wchodzić po schodach. Kluczowe jest jedno – sama wizyta to początek, a prawdziwa poprawa zależy od konsekwencji.
Czy warto się bać pierwszej wizyty u fizjoterapeuty? Zdecydowanie nie. To trochę jak spotkanie z detektywem, który analizuje ruchy ciała i szuka przyczyn problemu. Jeśli potraktujemy to jako proces, a nie jednorazowy „cudowny dotyk”, efekty mogą być naprawdę zaskakujące.